wtorek, 31 sierpnia 2010

Przez następne dni wszyscy członkowie zakonu pracowali w pocie czoła, aby na przyjazd zaproszonych gości wszystko było gotowe. Pracy było tak wiele, że Anemon i Datura pili syropy z guarany i kawy żeby móc koordynować pracę członków zakonu. Z tego co zauważyli, krzewy aronii zostały prawie całkowicie pozbawione owoców. Datura domyślała się dlaczego..., większość uczniów zakonu była bardzo przemęczona wysiłkiem jaki wkładają w przygotowanie do ceremonii. Praca przy sadach wymagała bardzo dużo siły a wszystko nałożyło się na jesienne zbiory jabłek. Grządki też pełne warzyw, które nie mogą czekać na zerwanie. Korzenie ziół były wykopywane bardzo starannie, arcydzięgiel litwor, oman wielki, kozłek lekarski i wile innych z których były przygotowywane nalewki, kremy i kadzidła, dlatego praca przy tym była czasochłonna i wymagała dużej cierpliwości i precyzji.
Na wieczór zaplanowane były pierwsze delegacje, dlatego pokoje w zamku od rana były sprzątane. W kuchni kucharki pracowały cały dzień, żeby goście mogli po podróży mogli najeść się do syta. Jak zawsze, w kuchni głośno i dużo zamieszania, w szczególności że jeden z ognistych motyli który jest źródłem ognia zachorował, Nerium próbuje wyzwolić w nim ognień podając nalewkę z ognistego słonecznika, jednak bezskutecznie. Datura jak dowiedziała się, że jeden z motyli zachorował wezwała Buddleję, która najlepiej rozumiała mowę ognistych motyli. Buddleja zjawiła się bardzo szybko, jakby czuła że zaraz siostra ją wezwie.
-Witaj Daturo, w czym mogę Ci pomóc?-zapytała ochoczo Buddleja, mimo wszystko dało wyczuć się zmęczenie w jej głosie.
-Potrzebujemy żebyś dowiedziała się od naszego ognistego przyjaciela co mu jest, Nerium próbuje nalewki z ognistego słonecznika ale to nie przynosi rezultatu.
Buddleja wzięła motyla na ręce i patrząc w jego oczka zapytała.-Co Ci jest przyjacielu, czy coś cię boli? Potem dziewczyna wyglądała jakby słuchała czegoś bardzo uważając na to żeby usłyszeć każde słowo, po chwili zaczęła mówić.
-Masz motylek nie jest chory tylko bardzo smutny, mówi że Heder odnalazł go jak był jeszcze larwą nad jeziorem magmy i zabrał go ze sobą, potem rozpalił wielkie ognisko żeby mógł się przeistoczyć w motyla. Był dla niego jak ojciec.
-Powiedz mu, że jest zaproszony na uroczystość pogrzebową i jeśli tego potrzebuję niech odpocznie w szklarni ognistych roślin, tam klimat jest najbardziej zbliżony do jego domu. Buddleja przekazała słowa Datury i motyl uleciał do okna aby pomknąć prosto do szklarni.
W kuchni sytuacja zaczęła się uspokajać, wrócono do sposobu gotowania, rozpalono w piecach i po pewnym czasie w zamku zaczął się unosić zapach  pieczeni z warzywami.  Praca zakonników już niebyła tak wydajna jak przedtem. Wszyscy mieszkańcy zakonu kończyli swoje zajęcia żeby udać się za wspólny posiłek. Datura i Anemon stali się głową zakonu, wspólna praca przychodziła im z łatwością i sprawiała mimo wysiłku dużo przyjemności. Weszli do jadalni i zobaczyli że większość zakonu jest już w środku.  Sala mieściła ponad trzysta osób, były  man długie stoły z przystawionymi krzesłami, każde z wysokim oparciem i imieniem osoby która tam siedzi. Datura siedziała z dziewczętami Anemon z chłopcami, starsi bracia i siostry siedzieli oddzielnie. Gdy wprowadzono jedzenie wszyscy zaczęli  sobie nakładać kawałki pieczeni oblanej złocistym miodowym sosem oraz gotowanymi warzywami. Gdy Datura powiedziała, smacznego dziewczęta zaczęły jeść, Anemon powtórzył czynności Datury i chłopcy oraz wszyscy inni zaczęli jeść.
Kolacja trwała dość krótko w porównaniu do jej przygotowania i gdy talerze zostały wyniesione uczniowie zaczęli opuszczać jadalnię i kierowali się do swoich pokoi.
Anemon, Datura i Nerium czekali na gości przy jednym już stole, szedł w ich stronę Quercus był on młodym mężczyzną, studiującym w zakonie magię ziół i ziołolecznictwo. Zawsze uśmiechnięty i wszędzie było go pełno, miał problemy żeby wytrzymać w jednym miejscu dłuższą chwilę. To wszystko zmieniło się po śmierci mistrza, Quercus przestał być tak aktywny. Porzucił badania nad wpływem kryształów górskich na rozwój siewek w pierwszym okresie po kiełkowaniu. Miał to być temat jego referatu na wiosennym konwencie rolniczo-ogrodniczym na zachodnim landzie. Wiele osób zrobiło podobnie, porzucając lub zawieszając projekty nad którymi pracowali latami.
-Witajcie, czy mogę się dosiąść?- zapytał Quercus zebranych przy stole.
-Pewnie, siadaj z nami- odpowiedział Nerium, który zawsze do miał chłopaka słabość.
-Słyszałam że porzuciłeś badania nad siewkami, nie szkoda Ci czasu i wyników badań? Przecież to mogłoby pomóc rolnikom w podsinieniu ilości zbiorów.-Powiedziała Datura, próbując przekonać Quercusa do podjęcia się z powrotem badań.
-Nie mam głowy do tego, badania są bardzo szczegółowe i wymagają cierpliwości a ja nie umiem teraz się na niczym skoncentrować.- Powiedział przygnębionym głosem, patrząc się w stronę drzwi, zza których dobierał tupot ciężkich butów. Po chwili drzwi otworzyły się i zobaczyli w progi Sciurus, przywódczynię Wojowników Młota. Była to kobieta o ognistych włosach, mlecznobiałej cerze i pięknej sylwetce. Znana była z tego że oprócz mistrzowskiej walce młotem,  potrafiła też świetnie czarować, a to rzadkość w śród jej pobratymców. Była w eskorcie swoich najbardziej zaufanych ludzi, oni z kolei byli wysokimi bardzo dobrze zbudowanymi mężczyznami z długimi i krótkimi rudymi włosami, a każdy miał przy pasie po dwa młoty  i ubrania bardzo dopasowane do swojego ciała, co przyciągnęło oczy Quercusa,  gdyż wszyscy wiedzieli że płeć nie była dla niego żadnym problemem liczyła się tylko przyjemność.
Weszli całą grupą do jadalni, zebrani przy stole wstali żeby się przywitać. Sciurus najpierw przywitała się z Daturą, znały się od lat. Chodziły na wspólne zajęcia do Hedera jak jeszcze nauczał magii. Potem z Anemonem, Neriumem i na końcu z Quercusem. Poznali się nie dalej jak 5 lat temu kiedy to Sciurus była ze swoimi wojami na szkoleniu z roślin leczniczych, które prowadziła dla nich Datura. Bardzo się zaprzyjaźnili i mimo młodego wieku Quercusa bardzo dobrze się rozumieli, zielarz był dla niej jak młodszy brat, którego nigdy nie miała. Zawsze kiedy jedno ma problem drugie o tym wie, mówi się że jest to magia naturalna łącząca ze sobą ludzi którzy są ze sobą blisko.
-To jest straszne, jak to się stało. Dostałam głębia z wiadomości i nie mogłam uwierzyć. Musiałem sprawdzić pod światłem świecy hologram na papierze żeby się upewnić że list jest od was. Czy jest coś co mogę dla was zrobić tych ciężkich chwilach?-Zapytała wojowniczka, po jej twarzy widać było, że nie chce przed swoimi ludźmi pokazać jak bardzo cierpi.
-Na razie zjedzcie i wyśpijcie się po podróży, musieliście jechać bez przerwy skoro jesteście tu tak wcześnie. Pokoje na was czekają, Quercus pokarze je wam jak zjecie, my już musimy iść, obowiążki wzywają . Spotkamy się jutro na śniadaniu, śpijcie dobrze.
-Wy również, dziękujemy za gościnę.-powiedziała rudowłosa wojowniczka a jej towarzysze ukłonili się nisko i zasiedli wszyscy przy dużym stole czekając na jedzenie oddali się rozmowie. I tak upłyną im cały posiłek po którym Quercus zaprowadził najpierw Sciurus do jej komnaty i pożegnał się a potem każdemu z osobna przydzielił komnatę. Zatrzymał się przed ostatnimi drzwiami , wojownik był wyższy od chłopaka przynajmniej o stopę, miał tak wyrzeźbiony brzuch i rozbudowana klatkę piersiową, Quercus patrzył na jego mięśnie i ubrania tak dopasowane do ciała, aż poczuł że krew zaczyna mu szybciej krążyć w jego kroczu,  jego penis powoli zaczął się podnosić a jego przebite kolczykami sutki stwardniały niczym po podmuchu mroźnego powietrza. Mężczyzna położył rękę na klamce i otwierając drzwi jedną ręką, drugą wykonał ruch który wepchną Quercusa do pokoju po czym drzwi zamknęły się. Zielarz nie bardzo wiedział jak się zachować, pierwszy raz miał styczność z kimś takich wymiarów. Na szczęście mężczyzna podszedł do chłopaka i delikatnym ruchem ręki zdają z niego szatę, a ten cofną się w stronę łóżka, jak się okazało olbrzymiego łoża, z wieloma kocami i skórami. Quercus opadł na łóżko, nerwowo podniósł głowę i zobaczył że wojownik stoi jak go bogowie stworzyli a jego mięśnie w  odbiciach świec były jeszcze większe. Podszedł niczym wilk, zakradając się do łóżka. Zaczął powoli zbliżać się do chłopaka, który to odczuwał bardzo przyjemne mrowienie w niektórych częściach swojego ciała.
-Jak Ci na imię?-Zapytał Quercus.
-Yohimbe-odpowiedział mrożącym niskim głosem wojownik.
Quercus modlił się już do bogów żeby się już zaczęło, denerwował się tą grą Yohimbe. Który w tym momencie zaczął bardzo delikatnie całować jego nagie ciało schodząc cały czas w dół. Aż dotkną językiem żołądź który za chwilę tętnił już w jego ustach. Chłopak wił się niczym piskorz uciekający przed drapieżnikiem, w tym przypadku widać było, że Yohimbe umie sobie z tym poradzić . Quercus leżał już spokojnie przeżywając ekstazy jedna za drugą nie wiedząc że można przechodzić takie stany.
Yohimbe i Quercus wymieniali się uściskami pocałunkami i trwało to całą noc, z rana Quercus obudził się przytulony do Yohimbe, delikatnie wyślizgną się z łóżka taż żeby nie obudzić wojownika, ubrał się i po cichu opuścił komnatę nowego przyjaciela, przeżywając jeszcze wszystko czego doznał dzisiejszej nocy.

1 komentarz:

  1. Świńtuszenia to, widzę, uczą w tym zakonie pierwszorzędnie ;P

    OdpowiedzUsuń