czwartek, 26 sierpnia 2010

Koniec, początek i owoc

Noc była ciemna, ciemniejsza niż zawsze, w lesie czuło się poddenerwowanie. Zebrani na polanie wiedzieli, że nie są sami, duchy otaczały kamienny krąg, ale nie mogły przejść przez jego granice. Krąg był ułożony wiele wieków temu przez zielarzy, zapieczętowany ziołami i kadzidłami tak żeby zawsze ten kto będzie w środku był bezpieczny a złe moce nie mogły go dosięgnąć. 
Zebrani czekali, najstarszy z nich Heder, przewodniczył Zakonowi Zielarzy, obok niego stał Anemon opiekun młodszych braci i Datura, siostra uzdrowicielka, która pomagała młodym dziewczętom w odkryciu swoich mocy. Wszyscy troje patrzyli wysoko w niebo i wypatrywali znaku, żaden z młodszych zebranych w kręgu nie wiedział co ich tu czeka, część próbowała wypatrzeć postacie poza kręgiem inni próbowali dostrzec czego starsi szukają na niebie.
Po chwili Heder wskazał kilku młodszych z braci którzy trzymali kadzielnice żeby dosypali kadzidła. Bracia rozstawili się w pięciu punktach a z każdej kadzielnicy wydobywał się inny zapach kadzidła. Jeden z młodszych powiedział szeptem: „To kadzidła żywiołów”. Heder Anemon i Datura stanęli w środku kręgu przy ołtarzu, bracia i siostry ustawili się na obrzeżach kręgu, wtedy zza chmur wyszedł księżyc i wszyscy zobaczyli krwawe oblicze Księżycowej Pani. Była to bowiem Krwawa pełnia, zawsze co 269 lat Krwawa pełnia sprowadza nieszczęście na mieszkańców żyznych ziem. Plony gniją, zwierzyna pada, wody wysychają. Zakon Zielarzy od wieków powstrzymuje działanie pełni, odprawiając Rytuał pięciu żywiołów chroniący żyzne ziemie i wszystko co na nich jest.
Datura zaczęła śpiewać pieśń ochronną, którą mogą śpiewać tylko siostry z zakonu, po chwili wszystkie śpiewały pieśń, ku chwale bogów i duchów. Głosy ich były tak czyste, że słychać je było w najdalszych zakątkach lasu a nawet to nie płoszyło zwierzyny. Teraz Anemon i kilku jego podopiecznych podpalili polano Świętego Drzewa. Gdy już płonęło bardzo mocno Heder wyciągną dłoń w powietrze i zacisną ją w pięść, wtem ogień zgasł a z rozżarzonego drewna zaczęły unosić się kłęby dymu. Nikt nie czuł nigdy czegoś takiego. Zapach przypominał woń wszystkich kwiatów, wszystkich drzew, mokrego mchu i próchniejącego drewna, palonej żywicy i butwiejących liści. Były to wszystkie zapachy jakie wiążą się z roślinami. Słup dymu unosił się nad zebranymi, tak wysoko że nikt nie wiedział gdzie się kończy. Heder rozłożył ręce i zaczął szeptać zaklęcie. Gdy siostry skończyły śpiewać pieśń, zerwał się wielki wicher, który krążył w kręgu. Dym z kadzidła i Świętego Drzewa zmieszały się, gdzieniegdzie widać było przebłyski, małe świecące punkciki. To są duchy roślin, które zostały wezwane do ochrony w tę noc. Energia zbierała się w kręgu aż było jej tak dużo, że manifestowała się wizerunkami roślin unoszącymi się nad głowami zebranych i uchodziły poza krąg w głąb lasu dalej na tereny żyznych ziem. Widok przypominał lecące lampiony w święto ognia. Heder podszedł do ołtarza i nachylił się nad nim, Datura wyczuła silny spadek jego energii, szybko podeszła i złapała go za ramię utrzymując jego równowagę. Zaczęła szybko medytację ze swoim wewnętrznym drzewem żeby pobrać dla niego energii z ziemi. Heder był bardzo wytrzymałym mężczyzną, dlatego Datura zdenerwowała się zachowaniem Hedera. Czuć było że rytuał przyniósł skutek, wyczuwało się bezpieczeństwo i spokój. Tylko najstarszy z Zakonu był taki nieobecny. Wszyscy zaczęli odczuwać pustkę, brak czegoś bardzo istotnego. Heder już nie stał na nogach a Datura była nad nim pochylona, Anemon próbował wyczuć jego życiową energię, jednak bezskutecznie... Siostry nachylone nad ciałem mistrza płacząc pocieszały się wzajemnie, bracia zastygali jeden po drugim roniąc ukradkiem łzy.
To była cena za ochronę żyznych ziem. Najwyższa cena jaką można było sobie wyobrazić, uczniowie zrobili nosze aby zabrać ciało mistrza do zakonu. Nikt nie spał tej nocy, Krwawa pełnia dokonała dzieła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz